Czas przyhamować na chwilę wiosenny huraoptymizm.

Optymizm i wiosenną euforię z jaką mamy w ostatnich dniach do czynienia trzeba będzie na jakiś czas odłożyć na bok, ponieważ kwiecień lubi i często przynosi niespodzianki pogodowe. Wiosna to czas kiedy ciśnienie w sezonowym niżu Islandzkim zaczyna wzrastać. Wartości te wzrastają do czasu nastania najcieplejszego okresu na półkuli północnej. Wówczas obniżony geopotencjał koncentruje się daleko na północy, a w Europie dominują grzbiety. Nie przeszkadza to oczywiście w ocenie faz oscylacji północnoatlantyckiej. Mimo to według wielu analiz wskaźnik ten począwszy od kwietnia jest znacznie słabiej skorelowany z rozkładem temperatury w Europie w przypadku fazy pozytywnej, a nieco silniej skorelowany z opadami w przypadku fazy negatywnej. Wiosenno – letnie procesy związane z cyrkulacją są tym samym o wiele trudniejsze do prognozowania. Pojawia się więcej zjawisk w skali lokalnej czy mezo, a ruchy wielkoskalowe stają się mniej dynamiczne. Niże są znacznie płytsze lecz fronty niosą chwiejne i silnie naładowane energią masy powietrza co synoptykom sprawia wiele trudności. Pojawiają się zjawiska gwałtowne których właśnie w okresach cieplejszych jest najwięcej. W przeszłości nierzadko powodowały podtopienia i powodzie w dorzeczu Odry i Wisły. Największe dobowe sumy opadu bardzo często związane są z silną fazą negatywną indeksu NAO, tworzeniem cyrkulacji południkowej i napływem wydajnych opadowo chmur z południa kontynentu, oraz wtórną konwekcją na styku skontrastowanych środowisk termicznych. Pojawiają się wówczas ulewy o charakterze wielkoskalowym i silniejsze burze osadzone na frontach. Latem w Polsce pojawia się również wiele stricte lokalnych zjawisk konwekcyjnych powodujących stacjonarne ulewy, wiatry szkwałowe i grad. Drobniejszy grad często pojawia się wczesną wiosną kiedy w wyższych warstwach troposfery płynie jeszcze bardzo zimne powietrze, a chmury kłębiaste w pionie rozbudowują się do umiarkowanych wysokości. Grube gradziny pojawiają się latem kiedy Chmury cumulonimbus rozbijają się o tropopauzę na wysokości kilkunastu kilometrów tworząc na niebie malownicze kowadła, a na dole przy ziemi wiszą chmury szelfowe rysując mrożący krew w żyłach widok nadchodzącej „apokalipsy”.

W najbliższych dniach takiego przejścia na wyższe wartości ciśnienia, oraz warunki wiosenno-letnie jeszcze nie będzie, jednak pojawi się nieco więcej zjawisk konwekcyjnych podobnych do tych wiosennych. Podobnie jak na początku roku w polu geopotencjału doszło do mocniejszego zafalowania którego skutki będziemy odczuwać przez co najmniej dwa najbliższe tygodnie. Fala planetarna sięgnie nad Polskę od północy sprowadzając opady konwekcyjne i zimne powietrze z północy. Anomalia geopotencjału będzie powodować przedłużanie się okresu przedwiośnia. Nie rozstaniemy się więc jeszcze z nocnymi przymrozkami, a być może pojawią się nawet incydenty z opadami mieszanymi i stałymi. Pierwsza połowa kwietnia zapisać się więc może w statystykach jako chłodniejsza aniżeli wskazuje na to norma.