Ostatni powiew zimy na prima aprilis

Przed nami prawdopodobnie ostatnie uderzenie zimy w tym można powiedzieć zakończonym już sezonie. Tak jak przypuszczaliśmy zima odchodząc postanowiła dać nam jeszcze soczystego całusa na pożegnanie. Soczystego dosłownie i w przenośni, bo najbliższe dni przyniosą nam dużo nieprzyjemnej wilgoci, opadów deszczu ze śniegiem i samego śniegu. Na pewno nie będzie to przyjemne, gdyż wszystko odbędzie się w około-zerowych warunkach temperaturowych, a to spowoduje że ta odczuwalna poleci na łeb na szyję. Nawet jeżeli na zachodzie czy północy padał będzie głównie deszcz, a temperatura będzie trochę wyższa, to dla każdego z nas czas ten nie będzie należał do najprzyjemniejszych, zwłaszcza że już trochę przyzwyczailiśmy się do temperatur w granicach 10 stopni. Tak, wiosnę będziemy mieć tylko formalnie, bo pogodowo będziemy gdzieś w okolicach początku grudnia, a to wszystko przez niż pochodzenia śródziemnomorskiego który pomoże wessać do Polski trochę zimnego powietrza z północy jednocześnie sprowadzając nad kraj dużo wilgoci. Tradycyjnie pod dużym znakiem zapytania stoją sumy opadu i ich rozmieszczenie względem powierzchni Polski, choć już można powiedzieć że największą porcję śniegu dostanie w większym lub mniejszym wymiarze region południowy i południowo-wschodni, przy założeniu że nie wedrze się tam jak to często w przeszłości bywało wycinek ciepłego powietrza. W przeciwnym wypadku opad śniegu przesunąłby się nieznacznie do centrum. Jako że mamy również wczesną wiosnę to i niże z południa niosą więcej wilgoci niż sugerują modele, dlatego podejdziemy do tego z dużym buforem bezpieczeństwa.

Co prawda prognozy trochę się poprawiły ale do niedawna modele prognozowały nawet 60 mm opadu w niektórych częściach kraju, co w przełożeniu na śnieg dałoby katastrofę drogową jeżeli temperatura spadłaby nieznacznie poniżej zera. Mokry śnieg mógłby w takim przypadku powodować uszkodzenia w drzewostanach, a co za tym idzie również i sieciach energetycznych – co mogłoby przekładać się na przerwy w dostawach energii, a jeżeli do tego dołożylibyśmy możliwą gołoledź to również i o kontuzję trudno by nie było. W takim najbardziej pesymistycznym scenariuszu większą część Polski południowej pokryłaby warstwa 20-30 cm śniegu, a być może i lokalnie padłyby jakieś wiosenne rekordy pokrywy. Przyjmijmy jednak że tak źle nie będzie i spełni się najmniej czarny z czarnych scenariuszy. W tym przypadku spodziewamy się dużej ilości błota pośniegowego i umiarkowanej szybko topniejącej pokrywy w okolicach 5-15cm (za wyjątkiem gór) która niekoniecznie będzie wielką katastrofą, jednak wciąż musimy przygotować się na duże utrudnienia komunikacyjne.

Patrząc za okno i na radar wydaje mi się że bliżej mamy jednak do tej pierwszej wersji. Oby się nie sprawdziło.